slider odkryj i przezyj

Odkryj i Przeżyj

  • Witajcie na Dzikich Mazurach!

  • Na na skraju Puszczy Boreckiej, w królestwie żubrów...

  • W Folwarku powrócicie do lat dzieciństwa...

  • Zapomnicie o troskach, odpoczniecie naturalnie...

  • Odnajdziecie zagubiony w codzienności romantyzm...

  • Rozsmakujecie się w tradycyjnych recepturach...

  • Pokrzepicie ciało i ducha...

    • 1

    • 2

    • 3

    • 4

    • 5

    • 6

    • 7

Łaźna Struga nie zawiodła! 21 stycznia, po raz ósmy zachwyciła nas zimowym anturażem. Dzielnie pokonaliśmy około 10 km, mimo doniesień o całkowitym zlodzeniu rzeki.

Pełna przygód i śmiechu wyprawa nie bez przyczyny zyskała już przydomek kultowej.

Nie udało się uniknąć złowieszczej kładki i małego morsowania w połowie wyprawy (pozdrawiamy Anię i Piotrka :). Szybka akcja ratunkowa współspływowiczów: „wyciągamy na raz”, „łap linę”, „masz moje ciepłe skarpetki”, „potrzebujecie majty?” „dajcie im coś na wzmocnienie”, dała natychmiastowe efekty.

Wyłoniliśmy też bohatera spływu, który przez skromność (i pokazanie się w obiektywie jak go Pan stworzył) nie chce zdradzić imienia:) Za to przesłał nam swoją wersję zdarzeń:

„Żeby nie było nudno, jeden kolega rąbnął wiosłem Romana, coby ten wypuścił z rąk swego nowiutkiego ajfona. Roman był przywiązany do swojego ajfona, ale nie aż tak żeby rzucać się za nim do wody. Kolega (ten co go rąbnął) się poczuwał, ale zabierał się do skoku do wody tak, że od razu widziałem, że będę musiał i tak wyławiać z wody jego wraz z partnerką i kajakiem (że o ajfonie nie wspomnę). Lubię Romana i gdyby to on sam tonął w lodowatych odmętach, to bez wahania rzuciłbym się na ratunek… Ajfon to wprawdzie nie Roman, ale czego się nie robi… Wyłowić toto nie było łatwo, tym bardziej że wcześniej przesunęliśmy go wiosłami tam gdzie najgłębiej, a nurt najsilniejszy. Musiałem nurkować; w końcu za którymś razem się udało. Potem wystarczyło się już tylko szybko przebrać, łyknąć to coś czego nie wolno spożywać na spływie i starać nie zamarznąć. Dżaksa zamiast pomóc, wszystko to uwieczniła na zdjęciach (dzięki Dżaksa!), a Asia podpłynęła bliżej, obserwowała i wyglądała na bardzo zadowoloną. Miłego oglądania przy kominku i ciepłej herbacie!”

Mimo małych perturbacji w pełnym składzie sforsowaliśmy rzekę do momentu, gdy lód zadecydował, że czas się naprawdę rozgrzać i wysłał nas z powrotem. Kilometr pokonany pod prąd, do miejsca gdzie czekało ognisko, okazał się równie ciekawym doświadczeniem:)

Zapraszamy na spływy przez okrągły rok! Zobaczcie jak było tym razem:

Fot. Marcin Łobrów, vilkstepovy.com